Lekarze
długo na mnie patrzyli.
Grzebali w
duszy.
Wwiercali
się w świadomość.
Wbijali igły
w myśli.
Potem
orzekli:
Nieprzystosowanie
społeczne?
Że co?
Że niby nie
lubię ludzi?
Nie lubię!
Oni też mnie
nie lubią.
Nie
przestrzegam zasad?
Bo ich nie
rozumiem.
Mówią że
jestem nieprzystosowana.
Tylko wciąż nie
wiem do czego.
Dostałam
receptę.
Kazali
wykupić tabletki.
Brać dwa
razy dziennie.
Koniecznie
po posiłku.
Tylko że
ostatnio znów przestałam jeść.
Leżą na
talerzu niczym wykwintny obiad.
Patrzą na
mnie białymi oczami.
Głosy w
mojej głowie mówią że nie mogę ich połknąć.
Moje ciało
ich nie chce.
Mój żołądek
ich nie chce
Mój mózg ich
nie chce.
Moje demony
powoli budzą się.
Mruczą agresywnie.
Czuje ich
strach.
Nie chcą
umierać.
Muszę się
ich słuchać.
Głos w mojej
głowie mówi.
„To nie
ważne, przecież i tak już chorujesz na
Nieprzystosowanie
społeczne”













